wtorek, listopada 03, 2015

Spontaniczna wycieczka, czyli 1500 km w kilka dni

     W sobotę, 17 października, podjęłam spontaniczną decyzję o wyjeździe. W dodatku na drugi koniec Polski. Przejechałam wiele kilometrów i spędziłam wiele godzin w trasie. Czy żałuję pochopnej decyzji? No way! To było ciekawe doświadczenie.

wycieczka, podróże, Polska, pomorze, jezioro, pomost,

Sobota, godzina: 13.00

     Południe, a ja nadal w rozsypce i owinięta kołdrą oglądam tv. W końcu weekend, pozwolić sobie mogę. Parę minut po pierwszej dowiaduję się, że babcia musi jechać do wujka na drugi koniec Polski. Działając spontanicznie, mówię, że pojadę z nią. Zgadza się i uświadamia mi, iż za 6 godzin muszę być na dworcu. To biorę się do roboty! Szybki prysznic, pakowanie, zakupy na drogę, a nawet zdążyłam coś zjeść i wypić herbatę. Po 5 godzinach jestem gotowa i ruszam w drogę.


Godzina: 18.00 - Podróż czas zacząć

     Wyjechać muszę wcześniej, bo połączenie na dworzec marne. Dwadzieścia minut potem jestem na miejscu i spotykam się z babcią. Po ponad godzinie czekania podjeżdża autobus (spóźniony of course). Czeka nas ponad 12 godzin jazdy - dobrze, że w nocy, więc teoretycznie można przespać większość drogi. Teoretycznie. W praktyce, w moim wypadku, o spanie podczas jazdy trudno, więc musiałam znaleźć sobie zajęcie. Trzy czwarte czasu robiłam to, co podczas typowej podróży się robi: wyglądałam przez okno. W nocy za wiele zobaczyć nie mogłam, ale za to muzyka umilała mi ten czas. Przez moment zdarzyło mi się przeczytać początek lektury, więcej nie dałam rady. I oczywiście nie mogło obyć się bez podjadania jakiegoś ciastka.


Niedziela, godzina: coś koło 4 nad ranem

     Tak! Dojechaliśmy do Poznania. Wreszcie można wysiąść i rozprostować nogi w drodze do samochodu. To nie koniec podróży, przeciwnie: to dopiero połowa drogi. Teraz kierunek Drawsko. Jedziemy, jedziemy, a za oknem wciąż ciemno. Nadal moim towarzyszem jest muzyka. Dobry z niej kompan w podróży.


wycieczka, wyjazd, Polska, jezioro, podróże, pomorze

Godzina: w pół do 8 rano

     Dojechaliśmy. Po dwunastu godzinach drogi wreszcie jesteśmy na miejscu. Krótki odpoczynek, śniadanie i wyruszamy na przejażdżkę nad jezioro. Pogoda nas nie rozpieszczała zbytnio; zero słońca, mgła i bardzo zimno. Wracamy w okolicach obiadu i do końca dnia już nigdzie się nie ruszam.


Poniedziałek, godzina 7:00

     Czas wstać, szykować się i jedziemy do Szczecina. Kolejne godziny w trasie, kolejne kilometry. Tym razem jedziemy w dzień, więc jest na co popatrzeć. Tam dopiero widać było polską jesień. Pięknie! Te drzewa przy drodze, ten klimat. Ahh.. zakochałam się i jechałam jak zaczarowana. Warto było się przejechać.


Wtorek, godzina: kto by ciągle parzył na zegarek?

     Planowałam odpocząć, porozmawiać, poczytać. Ogólnie spędzić cały dzień w domu. Wiecie jak się skończyło? Jeździłam... konno. Chyba pierwszy raz w życiu (no dobra, jednak drugi raz) to robiłam i ogólnie byłam tak blisko tych zwierząt. A co najlepsze? Spodobało mi się. I to jak! Zrozumiałam choć troszkę co inni w nich widzą.

wycieczka, wyjazd, Polska, jezioro, podróże, pomorze

Czwartek, godzina: 16:55

     Let's go! Kierunek: dom. Wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że na miejscu będę o 7. Rano. Dnia następnego. Tyle godzin drogi, ale na szczęście niezbędnik podróży jest: tablet z muzyką i książką, pakiet internetu w telefonie oraz ciastka. Można ruszać. Po paru godzinach jesteśmy w Poznaniu i czekamy na autokar do domu. Mam wrażenie, że droga powrotna trwa krócej. Potem liczę i wynika, że było przeciwnie.


Piątek, godzina: 2 może 3 w nocy

     Jadę, a w autokarze każdy śpi lub próbuje usnąć. Ja snu się nie daję, bo mam inne zajęcie: jem ciastka i czytam Przedwiośnie. Co jest ze mną nie tak?


Godzina: parę minut przed 7

     Dojechaliśmy na miejsce! Wreszcie. Teraz jedynie zdążyć na autobus. Na szczęście nie musiałyśmy za wiele czekać, po siódmej byłyśmy już w domu i piłyśmy herbatę. Wszędzie dobrze, ale w domu jednak najlepiej.



     Podsumowując:   Spontaniczna podróż okazała się świetnym przeżyciem. Nie żałuję straconego czasu, ani zmęczenia podróżą. W ciągu tych paru dni przejechałam łącznie około 1500 km, byłam na drugim końcu Polski, jechałam konno i chętnie zrobiłabym to jeszcze raz. Czasami zamiast długiego zastanawiania się, warto skorzystać z każdej okazji, bo nie wiadomo kiedy pojawi się znów kolejna.

Moja ostatnia (większa) spontaniczna decyzja to właśnie ta podróż, a jak jest z Wami?




5 komentarzy:

  1. Kocham robić rzeczy na spontanie- tak bez planowania i żadnych zapowiedzi. Wg mnie są to niesamowite przeżycia, które prawdopodobnie się nie powtórzą, dlatego są tak wyjątkowe i ulotne...
    Bardzo zazdroszczę- kocham podróżować i odkrywać nowe miejsca :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaka świetna podróż, jeżdżąc mogłabym spędzić chyba całe życie, uwielbiam właśnie wyglądać przez okno i słuchać muzyki. Zazdroszczę bardzo :))

    ~Zapraszam do mnie!
    http://kunpowo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Noo, całkiem szczegółowy opis! :D
    Podróże na spontanie są najlepsze!

    Miłego dnia! ♡ ❥ www.chanelier.blogspot.com <-- KLIIIK!

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam takie spontaniczne wypady, szkoda że moja babcia nie musi jeździć do wujków na drugi koniec Polski :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Przemieszczenie się z jednego końca kraju na drugi wynosi nawet więcej niż 12 godzin podróży, co dla tych, którzy musza robić takie trasy jest bardzo uciążliwe. Ale co się doświadczy w taki sposób, tego nie zapewni TV ;)

    OdpowiedzUsuń

Komentować może każdy. | Brak weryfikacji obrazkowej.
Komentarze, gdzie będzie przeważał spam będą usuwane.