Zostałam zaczarowana przez "Klątwę przeznaczenia" - szczegóły

Zostałam zaczarowana przez "Klątwę przeznaczenia" - szczegóły

     Duża cegiełka (810 stron!) i duże oczekiwania. O "Klątwie przeznaczenia" już wiele razy czytałam na bookstagramie i zazwyczaj były to pozytywne opinie. Nie zraził mnie nawet fakt, że to książka polskich autorek. Muszę wreszcie to przyznać: polubiłam polskich pisarzy i w tym miesiącu na przykład przeczytałam już kilka ich utworów. Kiedy tylko pojawiła się okazja, by zapoznać się i napisać recenzję "Klątwy.." długo nie musiałam myśleć. Okazało się, że to jedna z lepszych książek, jakie ostatnio czytałam i mam nadzieję, że druga część będzie już niedługo! 😄

Klątwa przeznaczenia, czytam bo polskie, polskie fantasy, książka,

     Zakazane uczucia, misja do spełnienia, bractwo i Przeznaczenie, które połączyło dwoje zupełnie obcych ludzi. Ale czy na pewno? Bohaterowie "Klątwy przeznaczenia" zostali zapisani sobie już dawno, dawno, a teraz nadszedł czas, by to wypełnić. Arienne jest młodą dziewczyną, która przybywa do Związku ze specjalną misją - musi odnaleźć Księgę podobno ukrytą w murach mrocznej twierdzy. Dodatkowo jest to idealne miejsce do schronienia się bowiem Arienne ma pewną tajemnicę, której nikt nie może poznać. 


Pierwsze wrażenie


     Gdy pierwszy raz zobaczyłam "Klątwę Przeznaczenia" miałam jedną myśl: matko, ale to cegiełka - bardzo ciężka cegiełka. Zaczęłam czytać i powoli wciągać się w lekturę. Od razu zauważyłam coś, co wyróżnia ten tytuł - narracja. Do tej pory jeszcze nigdy nie spotkałam się z tym, by zmieniać narrację z pierwszej osoby na trzecią w trakcie nawet i jednego akapitu. Trzeba przyznać, że na początku troszkę dziwnie się czyta, ale z czasem człowiek zaczyna się przyzwyczajać. Osobiście spodobał mi się ten zabieg i moje obawy, że będzie mi to przeszkadzać nie zostały spełnione. 



Bohaterowie


     Bohaterowie zostali bardzo dobrze wykreowani i każdy wyróżnia się czymś innym. Ja mam swoich faworytów, którym kibicowałam już od momentu, gdy się pojawili, ale jest też grupa osób, które z chęcią bym wybiła bez chwili zwątpienia. Po prostu do niektórych pałałam taką nienawiścią jak do Joffrey'a z Gry o Tron. A jemu życzyłam śmierci z każdym spojrzeniem na niego. Serio. 

     Bardzo podobała mi się przemiana głównych bohaterów - zwłaszcza Lwa, który zawładnął mym sercem. Choć łatwo wytrącić go z równowagi, a do tego jest wybuchowy i daje się ponieść emocjom, okazuje się, że potrafi też być czuły, kochany i nie myśleć tylko o sobie. Wszystko obraca w żart, a ja mam wrażenie, że idzie przez życia z myślą "po co płakać, jak można się śmiać?". Moja ulubiona scena Lwa i jego Milady to moment, kiedy przesyłają sobie liściki. To było takie urocze, a moja reakcja to jedno, krótkie "ooo...".


Klątwa przeznaczenia, czytam bo polskie, polskie fantasy, książka,

     Czytając "Klątwę..." nie ma okazji by się nudzić, ciągle coś się dzieje, a jak już odkładacie książkę, to uwierzcie, że od razu będziecie tego żałować, bo wasze myśli nadal pozostaną w tym wykreowanym świecie. Ja tak miałam - niby robiłam sobie przerwy od czytania, ale trudno było skupić mi się na czymś innym, bo wciąż w mojej głowie były pytania typu co się tam dzieje?, dlaczego to zrobiłeś Severo?, co będzie potem? itd.

     Autorki nieźle zabawiły się moimi uczuciami. Był taki jeden moment, kiedy to w ciągu zaledwie 10 stron moje serce ledwo wytrzymało. Doznałam tylu emocji i to tak skrajnych - od mega złości, nazywania kogoś niezbyt pozytywnymi określeniami, przez ulgę, dumę i szczęście, że ktoś wreszcie da nauczkę wcześniej wspomnianej osobie, aż po szok odnoście tego, co się właśnie wydarzyło. Po prostu jak już zaczęłam czytać i się wkręciłam, to przeżywałam wszystko razem z bohaterami. I nie zliczę ile to razy miałam ochotę krzyczeć ze szczęścia lub złości.

Klątwa przeznaczenia, czytam bo polskie, polskie fantasy, książka,

     Im byłam bliżej końca, tym szybciej chciałam czytać. Nie dlatego, że książka jest zła, a ja chciałam mieć ją już z głowy. Wręcz przeciwnie! Z każdą kolejną stroną napięcie rosło, a pytania "co będzie dalej?" prawie nie opuszczały moich myśli. A końcówka? Tak się nie robi! Końcówka rozbiła mojej serce, a ostatnie zdania załamały. Po prostu nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Siedziałam i wpatrywałam się w trzy ostatnie litery: CDN.




     "Klątwa przeznaczenia" to genialna opowieść, która wciąga od pierwszych stron i trudno się oderwać. Zdecydowanie jest to książka dla starszych czytelników, barwne opisy mieszają się tu z tymi brutalnymi. Myślę, że miłośnicy klimatów Gry o tron będą zadowoleni z lektury. Jeśli jeszcze nie mieliście przyjemności poznać tej książki, to musicie to nadrobić, jak najszybciej! 


Słyszeliście o tej książce?
A może mieliście już okazję przeczytać "Klątwę..."?



Psst.. by Was troszkę może zachęcić daję znać, że na poniższej stronie znajduje się darmowy fragment. I to całkiem spory. 😉

Przeczytaj za darmo








Mój pierwszy BookAThon - podsumowanie i wrażenia

Mój pierwszy BookAThon - podsumowanie i wrażenia

     Nigdy wcześniej nie brałam udziału w bookathonie i w tym roku nadeszła pora na zmianę. Uznałam, że spróbować mogę, planów na poprzedni tydzień za dużych nie miałam, więc czasu na czytanie pod dostatkiem. Spisałam kategorie, wybrałam książki i czekałam aż nadejdzie poniedziałek, a razem z nim początek maratonu czytelniczego. Zabrałam się za pierwszy tytuł - "Życie Pi", przeczytałam 100 stron, ale.. no właśnie! I tu pojawia się małe ale, bo plany się zmieniły.

bookathon 2017, blogger, książki, wyzwanie czytelnicze, Zjawa, Dawca, Graficzna podróż, Zakonnice odchodzą po cichu, Życie Pi

     Planowałam siedzieć cały tydzień z książką w ręku i starać się przeczytać każdy tytuł, jaki sobie przygotowałam. W rzeczywistości wyszło inaczej, bo każdego dnia wypadało coś innego. Skończyło się na tym, że przeczytałam jedną książkę w całości, dwie do połowy, a reszty w ogóle nie ruszyłam. Ale zacznijmy od początku - mój bookathonowy stosik prezentował się tak, jak na zdjęciu poniżej.

bookathon 2017, blogger, książki, wyzwanie czytelnicze, Zjawa, Dawca, Graficzna podróż, Zakonnice odchodzą po cichu, Życie Pi

     Odpuściłam sobie kategorię zła książka, bo jakoś nie miałam pomysłu, a nie chciałam czytać czegoś słabego. (Skrycie liczyłam, że jedna z wybranych okaże się zła i będzie po kłopocie 😅)

Książka przeczytana w całości


bookathon 2017, blogger, książki, wyzwanie czytelnicze, Zjawa, Dawca, Graficzna podróż, Zakonnice odchodzą po cichu, Życie Pi

     Już jakiś czas temu chciałam zapoznać się z tym tytułem, bo zaciekawił mnie opis. Widząc kategorię książka poruszająca temat tabu od razu na myśl przyszedł mi reportaż Marty Abramowicz. Lektura wciągająca, mocna i otwierająca oczy. Przynajmniej u mnie tak było, bo tematem byłych zakonnic nigdy się nie interesowałam. Wciągnęła mnie i trudno było odłożyć na bok, a emocje - złość, niedowierzanie, smutek - towarzyszyły mi prawie przez cały czas. "Zakonnice odchodzą po cichu" nie jest lekką książką i zdaję sobie sprawę, że nie jest także dla każdego.


Książki przeczytane do połowy


bookathon 2017, blogger, książki, wyzwanie czytelnicze, Zjawa, Dawca, Graficzna podróż, Zakonnice odchodzą po cichu, Życie Pi

     Swoje wyzwanie rozpoczęłam od "Życia Pi" licząc na szybką i przyjemną lekturę. Troszkę mi się ciągnęła, a po trzech dniach porzuciłam i zabrałam się za inny tytuł. Pewnie z czasem by się rozkręciło i byłoby lepiej. Uznałam, że jeszcze kiedyś nadrobię tę książkę, bo na pewno nie chcę jej skreślić tak od razu.
     Kolejna książka przeczytana do połowy to "Dawca", którego nie skończyłam czytać z jednego powodu - brakło mi czasu. Skończę ją jednak na dniach, no ale do maratonu dopisać jej już nie mogę. Na pewno na Instagramie (@la.lua) dam Wam krótko znać, co o niej myślę.


Książki, których nie zaczęłam


bookathon 2017, blogger, książki, wyzwanie czytelnicze, Zjawa, Dawca, Graficzna podróż, Zakonnice odchodzą po cichu, Życie Pi

    Zdecydowałam się na "Zjawę", bo nie wiedziałam, jaką książkę mogę przyporządkować pod ekranizację. Chciałam "Osobliwy dom pani Peregrine", ale akurat wszystkie egzemplarze były wypożyczone w bibliotekach. Nie jestem teraz pewna czy kiedykolwiek zapoznam się z akurat tym utworem Michaela Punke'a. Jakoś nie ciągnie mnie do tej książki czy też filmu. Może z czasem się to zmieni.
     Jeśli chodzi o "Graficzną podróż", to już kiedyś ją zaczęłam i nawet skończyłam. Uwielbiam Rudego, więc książka o nim musiała być świetna. Wybrałam ją do bookathonu, bo tak naprawdę, to była jedna biografia, jaką miałam pod ręką.




     Moja pierwsza próba z bookathonem nie wyszła za dobrze, ale nie załamuję się. W kolejnym takim maratonie na pewno wezmę udział i mam nadzieję, że kategorie bardziej mi podpadną do gustu, bo tym razem miałam mały problem z wyborem książek. Mimo wszystko to była fajna zabawa, choć mało w niej uczestniczyłam.

A Wy braliście udział w BookAThonie?
Jak Wam poszło? 




Książki, kwiaty i bokeh - dużo ładnych zdjęć z maja i czerwca

Książki, kwiaty i bokeh - dużo ładnych zdjęć z maja i czerwca

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

     W maju pod napływem pięknych kwiatów zrobiłam sporo zdjęć. Jest ich tak dużo, że aż nie nadążam wstawiać ich na mój profil na Instagramie, bo ciągle dochodzą nowe. Efekt końcowy bardzo mi się podoba i nie chciałam, by zdjęcia zostały pochowane po folderach i zapomniane. Chcę się nimi podzielić, a może i nawet pochwalić, więc wybrałam dla Was te najlepsze. Dlatego też dziś będzie sporo (mam nadzieję) ładnych zdjęć. Miłego oglądania! 😉

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

Bez jest śliczny, łatwo można go znaleźć, pięknie pachnie i cudowanie wychodzi na zdjęciach, prawda?

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

fotografia, blog, smiena, cmena, stary aparat, książki, bokeh, ładne zdjęcia książek, kwiaty, bez, niezapominajki

     Uwielbiam to, jak fajnie wyszedł efekt bokeh na tych zdjęciach. Na takie coś skrycie liczyłam i jestem bardzo szczęśliwa, że się udało. Ogólnie to ten zbiór fotek świetnie opisuje mój maj - pełno bzu i innych kwiatów, dużo książek oraz zdjęć i słuchanie Rudego. Chciałam wybrać moje ulubione zdjęcie, ale poddałam się, bo nie mogę zdecydować. Każde mi się podoba!

A czy Wam wpadło któreś w oko?
Koniecznie dajcie znać, które wyszło najlepiej 😉




"66 dusz", czyli o tym, jak człowiek chciał oszukać diabła

"66 dusz", czyli o tym, jak człowiek chciał oszukać diabła

     "66 dusz" to tytuł dość intrygujący - kiedy tylko go znalazłam, musiałam przeczytać szczegóły. Zapoznałam się z nimi i już wiedziałam, że muszę mieć tę książkę w swojej kolekcji. Bardzo się ucieszyłam z wiadomości, jaką dostałam od autora - okazało się, że moje małe marzenie o tej powieści zostanie spełnione. Kilka dni później książka była już u mnie. I wiecie co Wam powiem? Moja wewnętrzna okładkowa sroka skakała z radości! No bo spójrzcie tylko na poniższe zdjęcia i powiedzcie, że Was nie zaintrygowały. O czym jednak jest ta książka z tak tajemniczym tytułem i piękną okładką?


     Pewnego dnia papież Rodrigo VI rozgrywa swoją coroczną partyjkę pokera z Levim Nathanem. Jako że ten drugi to wcielenie szatana na ziemi, papież przegrywa dość cenny artefakt - Srebrne Lustro. Rzecz z pomocą której można dokonywać czynów wyjątkowych. Takich, o których słyszy się tylko w filmach, bądź czyta w książkach. Głowa Kościoła chce jednak dyskretnie naprawić swoją porażkę. Do pomocy wynajmuje grupę zawodowych łowców nagród, by odzyskali Lustro. Lider zespołu - Laurent Durentius - jest przebiegły i stara się oszukać Nathana. Jednak nie na długo. Władca piekieł nie da sobą pomiatać, więc w pościg za złodziejami posyła śmierć w ludzkiej postaci - Dana McAbre'a. I tak rozpoczyna się pełna przygód historia o człowieku, który chciał oszukać samego diabła.



     Wiecie może cokolwiek na temat postaci Jana Twardowskiego? To ten, co w legendach na wielkim kogucie jeździł, by na końcu na Księżycu wylądować. Dlaczego o to pytam? Ponieważ to ta właśnie legenda jest inspiracją do niektórych wątków powieści. W tych starych historiach pan ten oszukał diabła podpisując z nim cyrograf, na mocy którego duszę Twardowskiego diabeł może zabrać jedynie w jednym konkretnym miejscu. To samo dzieje się i w książce. A nazwisko lidera poszukiwaczy skarbów? Laurentius Dhur to z łaciny Durentius - niektórzy twierdzą z kolei, że to oryginalne nazwisko bohatera tej legendy. Jest jeszcze sprawa Srebrnego Lustra, które istnieje naprawdę, choć my kojarzyć je możemy jako Lustro Twardowskiego, które przechowywane jest do dziś w kościele w Węgrowie. Ja legendy do tej pory nie znałam, bądź nie pamiętałam, a o powiązaniu z książką dowiedziałam się dopiero po fakcie. 😅 

66 dusz, Mateusz Wieczorek, polskie książki, czytam bo polskie, bookstagram, co czytać, fajna książka, człowiek który chciał oszukać diabła, Twardowski

     Akcja "66 dusz" zaczyna się 20 lat po podpisaniu przez Laurenta wcześniej wspomnianego cyrografu. Na początku mamy dość zabawną scenę w pizzerii, kiedy to poznajemy dwóch chłopaków z ambitnym planem zarobku. Jednak niezaplanowany i spontaniczny napad na bank z góry był skazany na niepowodzenie. Tam na miejscu pojawiają się kolejne postacie. Fajne w tej książce jest to, że wydarzenia opisywane są z perspektyw kilku różnych osób, a mimo wszystko nadal jest to spójne i dobrze się czyta. Nie tylko narracja jest tak podzielona, ale i czas. Chodzi mi o to, że przeplatane są wydarzenia teraźniejsze z tym, co działo się te 20 lat wcześniej. Powoduje to, że nie poznajemy od razu całej historii Durentiusa i jego bandy, ale stopniowo te informacje są dla nas dawkowane. Dwie akcje równocześnie - przeszłe wydarzenia i teraźniejsze - są opisane w tak genialny sposób, że nie sposób oderwać się od lektury. Fragmenty są krótkie, ale przerwane w najlepszych momentach, a to powoduje, iż od razu czytasz następne akapity, by dowiedzieć się co jest dalej.

     Bohaterowie w książce są specyficzni i nie wszystkich możecie polubić od samego początku. Każdy z nich wyróżnia się czymś innym. Podoba mi się poczucie humoru w tej książce, choć nie jestem przekonana do takiej wizji papieża i nadal w zasadzie nie wiem, co o nim myśleć. Sama postać śmierci też zasługuje na uwagę. Dan McAbre to osoba, która idzie po trupach do celu i nikt go nie powstrzyma. I to dosłownie! W tej książce aż roi się od zmarłych zabitych przez śmierć w ludzkiej postaci. Swoją drogą - nieźle dobrane nazwisko. Przeczytajcie je na głos i powiedźcie, z czym Wam się od razu skojarzyło? U mnie to od razu było danse macabre, czyli taniec śmierci. 

66 dusz, Mateusz Wieczorek, polskie książki, czytam bo polskie, bookstagram, co czytać, fajna książka, człowiek który chciał oszukać diabła, Twardowski

     Książka "66 dusz" jest fajną lekturą na kilka dni - nie czyta się bardzo szybko, bo akcja rozkręca się stopniowo, ale mimo wszystko wciąga i trudno odłożyć na bok. U mnie skończenie jej zajęło około pół tygodnia. Był to czas spędzony przyjemnie i dodatkowo z pewną dawką śmiechu. Styl pisania autora jest specyficzny, trochę wulgarny, ale zabawny. Zdaję sobie sprawę, że takie chamskie docinki nie każdemu się spodobają, ale jak dla mnie były dobrze sformułowane. Dialogi i żarty były naturalnie wplecione, co jest dużym plusem w porównaniu z tym, co czasami zdarza się znaleźć w jakiejś innej książce - słabe poczucie humoru, po którym nie wiesz czy się śmiać z rozbawienia czy z zażenowania. 

66 dusz, Mateusz Wieczorek, polskie książki, czytam bo polskie, bookstagram, co czytać, fajna książka, człowiek który chciał oszukać diabła, Twardowski

     Inspiracja polską legendą, gra słów, specyficzne poczucie humoru i akcja to zdecydowanie zalety tej książki i czynniki, które zadecydowały o moim uwielbieniu jej. Gdybym tylko wiedziała o tych nawiązaniach, to czytałabym z jeszcze większą chęcią. To jednak niczego nie zmienia i bardzo się cieszę, że posiadam "66 dusz" w swojej kolekcji. A jeśli Wy lubicie książki, gdzie jest trochę akcji i szczypta dobrego czarnego humoru, to ten tytuł powinien Wam się spodobać.  😉


Czytaliście może "66 dusz"?
Lubicie takie książki z nawiązaniem do starych legend? 



Psst.. zdradzę Wam jeszcze mały sekret! W rozmowie z autorem dowiedziałam się, że planowana jest kolejna część - także inspirowana inną legendą. Nie wiem, jak Wy, ale ja już nie mogę się doczekać. 😄




5 seriali idealnych na letnie wieczory

5 seriali idealnych na letnie wieczory

     Ostatnio mamy bardzo piękną pogodę, więc pewnie zamiast siedzieć przed laptopem czy też telewizorem, lepiej wyjść na dwór i cieszyć się ciepłymi dniami. Spacer, wycieczki, rower, rolki - każde zajęcie na świeżym powietrzu wskazane. Ale jeśli już zmęczycie się jazdą na rowerze i będziecie chcieli odpocząć w domowym zaciszu, to może zainteresuje Was temat seriali? Z okazji tak pięknej pogody, wybrałam dla Was 5 seriali idealnych na taką właśnie porę.

seriale, lato, co oglądać, fajne seriale, kwiaty

Jakie seriale najlepsze na ciepłe dni?


     W ciepłe dni możemy oglądać oczywiście każdy serial, jaki tylko dusza zapragnie. Ja jednak w tym cieplejszym okresie częściej wybieram lekkie seriale. Takie, na których nie trzeba za bardzo myśleć, skupiać się na fabule, ale można na spokojnie śledzić to, co dzieje się na ekranie. Zazwyczaj są to sitcomy, bo dodatkowo można się pośmiać, a fabuła nigdy nie jest skomplikowana. 

5 seriali do obejrzenia w ciepłe dni

  • Lucifer
  • iZombie
  • Two and Half Men
  • Superstore
  • The Big Bang Theory 

     Listę rozpoczyna serial "Lucifer", który podbił moje serce już od samego początku. Opowiada losy Władcy Piekieł, którego znudziło dotychczasowe miejsce pobytu i postanowił przenieść się na Ziemię. Tu ma swój własny klub i zaczyna pomagać pewnej Pani Detektyw przy rozwiązywaniu spraw morderstw. Tytułowy bohater ma genialne poczucie humoru, jest uroczy, a akcent aktora rozkochuje w sobie od pierwszej chwili, gdy tylko się go usłyszy. W serialu może i pojawiają się morderstwa, ale nie są one głównym i jedynym wątkiem. Dzięki temu "Lucifer" jest lekkim serialem z ciekawym głównym bohaterem, ale i też genialnie wykreowanymi postaciami drugoplanowymi. 

      Następny serial to "iZombie", czyli znów lekka i zabawna produkcja o Liv, która po jednej z imprez obudziła się jako.. zombie. Teraz musi poradzić sobie w świecie, gdzie utrzymanie takiej osobowości należy zachować w tajemnicy. Na szczęście pracując w kostnicy sprawę pożywienia ma ułatwioną. 😅 Co wyróżnia ten serial? Fakt, że po zjedzeniu takiego móżdżka (swoją drogą to niezłe dania z nich robi ta Liv) dziewczyna ma wizję ostatnich chwil życia właścicieli zjedzonego narządu. Dzięki temu kobieta zaczyna pomagać w śledztwach. Znów zabójstwa, ale tak jak w przypadku poprzedniego serialu - nadal jest to lekki i zabawny twór.

seriale, lato, co oglądać, jakie seriale wybrać, kwiaty, kubek, książkoholik
    Trzy kolejne punkty to już typowe sitcomy - zabawne odmóżdżacze na zabicie czasu i typowy relaks. Z tej trójki moim ulubionym jest The Big Bang Theory - już nie mogę się doczekać kolejnego sezonu. Zwłaszcza po takim zakończeniu! 💗 Akcja Superstore dzieje się w wielkim markecie, bohaterowie są specyficzni, ale można się nieźle pośmiać. Mam jeszcze kilka odcinków do nadrobienia, ale myślę, że już teraz mogę Wam polecić - przynajmniej pierwszy sezon i prawie cały drugi. Jeśli chodzi o Two and Half Men to kochałam ten serial do pewnego momentu. Obejrzałam 8 sezonów z wielkim zapałem i zakochałam się w nim, ale kiedy to mój faworyt został usunięty z produkcji i zastąpiony kimś innym - meh, jakoś już nie miałam takiej ochoty na oglądanie. Ale te pierwsze sezony, które obejrzałam polecam z całego serca. Dalej nie wiem, co się dzieje, więc już nie ręczę. 😜



     Seriale to moja kolejna miłość do rzeczy martwych (zaraz po książkach oraz dobrym jedzeniu) i wiem, że mogłabym Wam kilka dodatkowych wymienić. Jeśli jesteście ciekawi, co jeszcze polecam, to sprawdźcie koniecznie wpis z poprzedniego roku o serialach do nadrobienia w wakacje [klik] oraz listę sześciu seriali, które za szybko zostały usunięte [klik].


Znacie, któryś serial z listy?
A co Wy polecacie do oglądania w ciepłe dni?




Przedpremierowa wizyta w "Ogrodzie małych kroków" Abbi Waxman

Przedpremierowa wizyta w "Ogrodzie małych kroków" Abbi Waxman

     Kiedy ostatnio nadarzyła się okazja, by przedpremierowo przeczytać "Ogród małych kroków" z wielką chęcią skorzystałam i jestem zadowolona, że wszystko się udało. Niby nie ocenia się książki po okładce, ale w tym wypadku muszę przyznać, że sięgnęłam po nią głównie z tego względu. Czy to była jednak dobra decyzja, by tak pochopnie zabrać się za książkę? 

przedpremierowo, Ogród małych kroków, recenzja, Abbi Waxman, książka, ebook, telefon, kwiaty, instagram, bookstagram

     Lily, główna bohaterka książki, prawie cztery lata temu straciła męża w wypadku samochodowym kilka metrów od domu. Bardzo trudno było jej się pogodzić ze śmiercią ukochanego, a przez to wydarzenie kobieta ograniczyła swoje kontakty głównie do dwóch małych córek i siostry. Wszystko się zmienia, kiedy zostaje wysłana z pracy na kurs ogrodnictwa, który ma pomóc jej z nowym zadaniem. Okazuje się, że Lily na tym kursie nie tylko odkryje tajemnice pielęgnacji roślin, ale i zyska coś więcej.


przedpremierowo, Ogród małych kroków, recenzja, Abbi Waxman, książka, ebook, telefon, kwiaty, instagram, bookstagram

     "Ogród małych kroków" to urocza i zabawna książka, która bardzo wciąga. Napisana jest lekkim stylem, dzięki czemu szybko się ją czyta. U mnie wystarczyło trochę ponad dzień, a książka była już skończona. Zaczęłam ją czytać w wannie i tak się wciągnęłam, że nawet nie zauważyłam, kiedy woda zrobiła się lodowata. Potem czytałam do bardzo późna, a wiecie, co zrobiłam zaraz po przebudzeniu? Sięgnęłam po nią znów! Tylko po to, by dokończyć te 100 stron, które zostało. Gdy przeczytałam ostatnie zdanie, zrobiło mi się smutno, że to już koniec. Przez ten czas zdążyłam zżyć się z bohaterami i nawet nie pojawiła się osoba, której bym nie lubiła. Miło dla odmiany nie denerwować się na jakiegoś bohatera i nie mieć ochoty rzucać książką (tak jak to było z "Nothing more"). Moją faworytką jest siostra głównej bohaterki, czyli Rachel. Jej specyficzne poczucie humoru, rozrywkowość i szalone pomysły są genialnym połączeniem.   

     Cieszę się, że wątek miłosny w tej książce, nie jest głównym tematem, tylko rozwija się gdzieś na poboczu. Nie razi za bardzo po oczach i w zasadzie czytelnik nie jest pewien, jak to wszystko się potoczy. Podoba mi się także to, jak autorka pokazała, by nie oceniać ludzi już na samym początku, bo potem, przy bliższym poznaniu, możemy nieźle się zdziwić.  

     Fajnym elementem książki są krótkie porady znajdujące się między rozdziałami. Dotyczą ogrodnictwa, a dokładnie tego jak dbać o rośliny, by te odwdzięczyły się dobrymi plonami. Wszystko to jest ozdobione uroczymi grafikami głównie warzyw, jakie są omawiane. Gdybym tylko nie mieszkała w bloku i miała kawałeczek ziemi, to sama bym się skusiła na skorzystanie z niektórych wskazówek, by sprawdzić, czy działają. 😅 

przedpremierowo, Ogród małych kroków, recenzja, Abbi Waxman, książka, ebook, telefon, kwiaty, instagram, bookstagram

     Czytanie "Ogrodu..." było przyjemnym doświadczeniem. Bardzo miło spędziłam czas z tą książką, pokochałam bohaterów, a nawet śmiałam się z ich żartów. Abbi Waxman pokazała, że pierwsze wrażenia są mylące, a żałobę po stracie bliskich każdy przechodzi w innym czasie. Lecz najważniejsze jest, że to co nas uszczęśliwia możemy znaleźć w każdym miejscu - nawet na przymusowym kursie ogrodnictwa. 😉 Książkę z wielką chęcią polecam i mam nadzieję, że i Wam się spodoba. Premiera już na początku czerwca.

Słyszeliście o tej książce?
Czekacie na premierę?

Sprawdźcie, czy Wam się spodoba czytając>> darmowy fragment <<





"Nothing more" - Anna Todd i nasz pierwszy raz

"Nothing more" - Anna Todd i nasz pierwszy raz

     Annę kojarzyłam jedynie z widzenia, a to na zdjęciach, a to w sklepach. No wiecie, nie miałyśmy okazji bliżej się poznać. Jej jakoś nie było po drodze do mnie, a mnie nie ciągnęło aż tak bardzo do niej. Jednak w końcu przełamałam lody i postanowiłam zapoznać się z Anną. Gdy dostałam ofertę od wydawnictwa Znak, by przeczytać "Nothing more" troszkę się zastanawiałam czy to dobry pomysł. Bo tak czytać książkę bez poznania całej serii After? Zapewniona jednak przez panią ze Znaku, że mogę spokojnie sobie czytać, zgodziłam się i książka po jakimś czasie była u mnie. Nie sądziłam jednak, że wywoła ona u mnie tak skrajne emocje!

Anna Todd, fanfiction, fanfik, Nothing more, After, Landon, Tess, Hardin

     Na samym początku muszę nadmienić, że książkę dostałam ślicznie zapakowaną | szybki podgląd |. Ta kokardka była tak urocza, że z bólem serca ją niszczyłam przy otwieraniu przesyłki. W środku, poza książką, był także śliczny notes. "Nothing more" odczekało troszkę na mojej półce, by nabrać mocy i wreszcie zabrałam się za czytanie. Niestety nie skończyłam jej od razu, potrzebowałam drugiego podejścia, by dotrwać do końca.

Pierwsze podejście

     "Nothing more" otwiera playlista Landona, a na jej początku jedna z moich ulubionych piosenek, czyli Let it go - Jamesa Bay'a. Dalej też jest całkiem dobrze, bo już na samym początku pojawia się fajny element, czyli porównania i nawiązania do światów znanych z innych książek i filmów (Harry Potter, Władca Pierścieni, Słodkie Kłamstewka itd.). Jeden z pracowników jest nazywany Malfoy'em, a główny bohater ma bluzę z wizerunkiem Insygni śmierci. To jest coś, co uwielbiam w książkach! Dodatkowo to nie mija, a pojawia się i na dalszych stronach. Wszystko to dzięki Landonowi, który czyta fantasy. Mimo trochę przydługich opisów "Nothing more" czytało się całkiem dobrze. Aż nastał pewien moment, który zakończył moje pierwsze podejście do tej książki. Wszystko byłoby dobrze, ale kiedy pojawiło się wspomnienie, gdy to była dziewczyna robiła Landonowi loda to zamknęłam książkę. Jakoś ten moment (a może sposób w jakim to było napisane?) zniesmaczyło mnie i odłożyłam ją na półkę. Tak zakończyło się moje pierwsze podejście do "Nothing more".

Anna Todd, fanfiction, fanfik, Nothing more, After, Landon, Tess, Hardin, James Bay Let it go,

Drugie podejście

     Książka leżała na półce i co jakiś czas zerkała na mnie gniewnie. Odczekałam kilka dni, postarałam się pozbyć tego zniesmaczenia i sięgnęłam po nią znów. Teraz muszę przyznać, że to była dobra decyzja. Drugie podejście okazało się już dłuższe i wytrwałam do końcowych stron. W zasadzie to całkiem przyjemnie się czytało, chociaż jeden element bardzo raził mnie w oczy. Zaczęłam się zastanawiać nad jednym: czy naprawdę nie ma innego określenia niż słowo kutas? Przecież istnieją synonimy, a mnie serio przez całą książkę prześladował ten wyraz. Może ja jestem jakaś nadwrażliwa czy coś, ale no nie dawało mi to spokoju.
     Podczas dalszego czytania najwięcej emocji przyniosła mi postać Dakoty. Są tu może osoby, które przeczytały serię After i mogą mi powiedzieć, czy ta kobieta była taka wkurzająca już wtedy? Dziewczyna zachowywała się okropnie. Tak jakby Landon należał tylko do niej i nikt inny nie miał prawa nawet spojrzeć na niego i tym samym on nie mógł patrzeć na kogokolwiek. W pewnym momencie miałam jej już po dziurki w nosie i zdarzyło mi się pierwszy raz rzucić książką. Ale o to chodzi, prawda? By książka wywoływała w nas jakieś emocje - nawet i takie negatywne. 
     Na szczęście całą książkę ratuje główny bohater. Landon jest bardzo fajnym kolesiem - czyta książki, więc już duży plus dla niego 😅. Jest miły, czasem uroczy i dla każdego chce jak najlepiej. Ma swoje wady (jak nadużywanie wspomnianego wcześniej słowa), ale da się lubić. Nie rozkochał mnie w sobie, jak niektórzy bohaterowie, ale też nie zapomniałam o nim zaraz po przeczytaniu książki. Myślę, że jeśli poznałabym takiego Landona w realnym świecie, to chętnie bym się z nim zaprzyjaźniła - głównie ze względu na książki i Pottera. 😄

Anna Todd, fanfiction, fanfik, Nothing more, After, Landon, Tess, Hardin

     Cieszę się, że książki nie spisałam na straty po pierwszym podejściu. "Nothing more" byłaby naprawdę fajną pozycją, gdyby nie te niektóre opisy i nadużywanie kutasów. Zawiodłam się jednak troszkę, bo z opisu na końcu wywnioskowałam, że pojawi się Hardin, o którym już trochę słyszałam. Niestety nie było dane mi go poznać osobiście. Mimo wszystko nie żałuję czasu poświęconego na czytanie tej książki. Byłam ciekawa, jaki jest styl autorki i dowiedziałam się. Po serię After raczej nie sięgnę, ale kontynuację "Nothing more" może bym i przeczytała - ciekawi mnie jak zakończy się wątek Landona i pewnej dziewoi. Wszystko jeszcze przede mną, ale aktualnie wolę skupić się na troszkę innych książkach. 


Czytaliście "Nothing more", bądź macie taki zamiar?
A może znacie coś innego tej autorki?




Darmowe książki - Wyzwanie czytelnicze Rory Gilmore

Darmowe książki - Wyzwanie czytelnicze Rory Gilmore

     Ostatnio w moje rączki trafił nowy czytnik ebooków, z czego bardzo się cieszę. Myślałam co by tu na nim czytać i na jaką książkę się skusić, kiedy to moja pamięć powędrowała do grafiki z wyzwaniem Rory wiszącej nad łóżkiem. Przypomniałam sobie, że przecież książki tam występujące to nie żadne nowości wydawnicze, tylko już starsze pozycje. Weszłam więc na Wolne Lektury i zaczęłam sprawdzać, czy któreś z wymienionych tytułów znajduje się w domenie publicznej. I wiecie co się okazało? Znalazłam ich całkiem sporo! Więc zainteresowanych darmowymi książkami z wyzwania Rory zapraszam dalej. 😃

Wyzwanie czytelnicze Rory Gilmore, Gilmore Girls, Kochane Kłopoty, książki, co czytać, darmowe książki, darmowe ebooki, książki pdf, czytnik, Kindle

Czytelnicze wyzwanie Rory Gilmore - co i jak?

     Nie będę się długo rozpisywać o wyzwaniu, bo wszystkie szczegóły znajdziecie na blogu Siostry w bibliotece w tym właśnie wpisie - klik klik. Tak w skrócie jest to idealne wyzwanie dla osób kochających książki tak samo jak Rory Gilmore, czyli główna bohaterka serialu Kochane Kłopoty. Jeśli oglądacie tą produkjcę, a nie znacie wyzwania - szybko lećcie zobaczyć szczegóły. Jeśli nie znacie Gilmorek, to na co jeszcze czekacie? Czas nadrobić ten uroczy serial! 😉

Wyzwanie czytelnicze Rory Gilmore, Gilmore Girls, Kochane Kłopoty, książki, co czytać, darmowe książki, darmowe ebooki, książki pdf, czytnik, Kindle

Darmowe książki - skąd pobrać?

     Zacznę od tego, że wszystkie poniższe linki prowadzą do wcześniej wspomnianej strony - Wolne lektury - i są to utwory, które przeszły do domeny publicznej, więc spokojnie możemy z nich korzystać (tj. pobierać i czytać, bądź słuchać). Przejrzałam stronę i wyszukałam książki z wyzwania. Nie ma tam wszystkich oczywiście, ale kilkanaście znalazłam i poniżej zostawiam Wam podlinkowane tytuły. Mam nadzieję, że komuś się przyda taka lista. 🌝

Wyzwanie czytelnicze Rory Gilmore, Gilmore Girls, Kochane Kłopoty, książki, co czytać, darmowe książki, darmowe ebooki, książki pdf, czytnik, Kindle

     Z tej listy mam za sobą już "Makbeta" i "Hamleta", które przeczytałam w ostatnie wakacje i muszę przyznać, że podobało mi się. Najbardziej przypadł mi do gustu "Makbet", którego nie przeczytałam nawet w szkole, kiedy to był moją lekturą. 😅 Widocznie musiał odczekać swoje i nabrać mocy. Teraz z chęcią do niego wrócę i spróbuję się zabrać za pozostałe książki. W końcu wyzwanie samo się nie wypełni. Dodatkowo ostatnio przeczytałam "Roszpunkę", która jest chyba najkrótszą książką z całego wyzwania i zajmuje kilka minut.


Oglądaliście Gilmore Girls? Bierzecie udział w wyzwaniu?
A może nie słyszeliście o nim, ale czytaliście którąś z tych książek?





"Nie mów nikomu", ale Harlan Coben to mój nowy mistrz

"Nie mów nikomu", ale Harlan Coben to mój nowy mistrz

     Myślę, że każdy zna lub przynajmniej kojarzy pana Cobena. Do pewnego czasu był dla mnie obojętny. To znaczy wiedziałam, że ktoś taki jest i pisze książki, ale nie wnikałam za bardzo w jego twórczość. Wszystko się zmieniło, kiedy to znalazłam Dominikę na Instagramie i widziałam, jak bardzo jest zachwycona panem C. Te jej polecenia (i piękne zdjęcia!) powoli zaczynały mnie przekonywać. Dlatego więc przy pewnych zakupach książkowych dorzuciłam do koszyka egzemplarz "Nie mów nikomu". Książeczka przybyła do mnie, odczekała sobie na półce i wreszcie nastał czas na przeczytanie. Muszę wyznać, że ta czynność nie trwało długo. 😅
Harlan Coben, thriller, Nie mów nikomu, recenzja, co czytać, książka, herbata, kawa, flatlay
      "Nie mów nikomu" to, jak przeczytałam na odwrocie, książka, która przyniosła Harlanowi rozgłos. Jest to thriller o pewnym doktorze, który po ośmiu latach dostaje tajemniczą wiadomość w jednej chwili wywracającą jego życie o 180 stopni. Przez ostatnie lata mężczyzna codziennie przeżywał żałobę po swojej brutalnie zamordowanej żonie. I mimo że kobieta została zidentyfikowana i pochowana, doktor Beck dostaje maila, którego mogła napisać tylko jedna osoba - nieżyjąca żona.

     Jeśli szukacie książki, w której akcja toczy się ciągle w jednym i to dość szybkim tempie, to "Nie mów nikomu" będzie dla was idealne. Podczas czytania nie miałam ani chwili na to, by się znudzić czy nawet przysnąć. Jak dla mnie tempo jest idealne, bo już od samego początku zaczyna się coś dziać. Dodatkowo książka tak mnie wciągnęła, że już nie mogłam się doczekać, by przewrócić kartkę i dowiedzieć się, czy też moje podejrzenia są słuszne.

     Przyznam się jeszcze, że dawno nie czytałam tak dobrej książki z tego gatunku. Dodatkowo jeszcze takiej, która by mnie tak bardzo wciągnęła. Może i to było pierwsze spotkanie z Cobenem, ale wiem, że nie ostatnie. Od tej pory ten oto pan stał się moim nowym mistrzem. Przy najbliższej tylko okazji na pewno sięgnę po kolejną jego powieść. I mam nadzieję, że się nie zawiodę! 😄

Czytaliście książkę, której autorem jest Harlan Coben?
Jeśli tak, to za co polecacie się teraz zabrać? 





Kwietniowe podsumowanie - książkowo i internetowo

Kwietniowe podsumowanie - książkowo i internetowo

     Hej, hej w ten deszczowy (przynajmniej u mnie) i majowy już dzień. Dziś przygotowałam dla Was podsumowanie kwietnia, które początkowo miało być króciutkie. Wiecie co się okazało? Musiałam sporo usunąć, bo wyszło tego za dużo. 😅 Nie przedłużam już i zostawiam Was z tym, co się działo w tamtym miesiącu. Miłego czytania!


Książkowo


     Ten rok zaczął się okropnie, jeśli chodzi o czytanie książek. Jak do tej pory mój wynik przeczytanych lektur to okrągłe 8. Jeśli chodzi jednak o miniony miesiąc, to przeczytałam zaledwie trzy książki. Powoli się rozkręcam, bo w marcu to była tylko jedna.

Książki przeczytane w tym miesiącu to:

  • Malfetto. Mroczne piętno - Marie Lu
  • Ocean na końcu drogi - Neil Gaiman | recenzja |
  • Nie mów nikomu - Harlan Coben

      Jeśli dobrze pamiętam (a pamięć mam słabą 😅), to w tym miesiącu nie kupiłam ani jednej książki. Aż czuję się z siebie dumna, bo wreszcie zabrałam się za czytanie tego, co mam na półce - w żółwim tempie, ale zawsze to coś. Jednak listonosz odwiedził mnie dwa razy. Pierwszą przesyłką była wygrana książka w konkursie na blogu Tatiany - Lost In My Books, a drugą egzemplarz od wydawnictwa, który już przeczytałam i niedługo o nim napiszę. 

Nowe książki

  • Nowy, wspaniały świat - Huxley
  • Nothing more - Anna Todd

Internetowo

Borenium → Books and good tea

     Bądźmy ze sobą szczerzy, moja aktywność od jakiegoś czasu tutaj jest godna pożałowania. Jak zawsze staram się to poprawić, ale przez jakiś czas czułam, że coś jest nie tak. Coś mi przeszkadzało za każdym razem, kiedy wchodziłam na Borenium. W końcu chyba domyśliłam się o co chodzi i zaczęłam to zmieniać. Jak pewnie zauważyliście Borenium to już nie Borenium. Adres został nadal ten sam - głównie ze względu na różne linki porozrzucane po Internecie, ale tytuł już się zmienił. Chciałam, by ludzie odwiedzający moje miejsce, już na samym początku mieli delikatny zarys, co mogą tu znaleźć. Dodatkowo sama siebie chciałam troszkę ukierunkować, w którą stronę iść. Postawiłam więc na prostą nazwę - Books and good tea. Kocham książki, chcę głównie o nich pisać, ale inne tematy także się znajdą. A przy czym najlepiej rozmawiać na inne tematy? Oczywiście, że przy filiżance dobrej herbatki. 😊

Przegląd postów z tego miesiąca:


Instagram

      Instagram to miejsce w sieci od którego jestem uzależniona i spędzam tam najwięcej swojego czasu. Kocham prowadzić bookstagrama, choć i tam ostatnio troszkę rozszerzam tematykę i nie skupiam się tylko i wyłącznie na książkach. Uwielbiam robić zdjęcia, ale lubię też przeglądać twórczość innych i rozmawiać z osobami tam obecnymi. Poniżej zostawiam wam mały mix wybranych zdjęć z ostatniego miesiąca, a po resztę zapraszam na mój profil. 😉

instagram, mix, sukulenty, Gucio, york, blog, książki, biblioteczka, półka na książki, bookstagram

Instagram:  la.lua - wpadnij po więcej zdjęć



A jak Wam minął kwiecień? Działo się coś ciekawego?
Ile książek udało Wam się przeczytać? 





Copyright © 2017 Borenium - Books and good tea , Blogger
|| Dostosowanie: Klaudia